piątek, 27 lipca 2012

Łowca; Rozdział I


Rozdział I
Mogłabym opowiedzieć o rodzinie, ale nauczono mnie, że nie wolno. Poza tym i tak nie lubię tego jaka jest. Mogłabym opowiedzieć o szkole, ale nie byłam w niej od tygodni i nie uważam jej za coś wartego uwagi. Mogłabym opowiedzieć o sobie, ale nie lubię siebie za to kim jestem i kim powoli się  staję.
Opowiem więc co widzę. Przechodzę właśnie koło kolorowej kawiarni pełnej roześmianej młodzieży. Z wnętrza dotyka mojej skóry ciepło, ale nie zachęca mnie ono do wejścia. Nigdy nie piłam kawy. Mijają mnie dzieci, które z niewiadomych dla rodziców powodów chowają się za ich plecami. Pary, które z inicjatywy dziewczyny przechodzą na drugą stronę jezdni. Osoby idące samotnie przemykają koło mnie uśmiechając się lub kryjąc zazdrość. Zdarzają się złośliwe komentarze dotyczące mojego stroju, butów, torebki. Nigdy ciała, fryzury, figury, twarzy czy jakiegokolwiek innego szczegółu mnie. Myślę o mnie  nie o ubraniu, które jest jedynie powłoką.
Idę. Raczej podążam na rodzinne spotkanie. Gdyby nie rozkaz od alfy nie poszłabym na nie. Nienawidzę rodzinnych spędów. O nic nie proszą tylko każą. Nawet nie ma co zjeść, bo matka jest na nowej diecie. Przyjdę wysłucham i pójdę. Zacierając jak tylko mogę w pamięci to niemiłe doświadczenie.
Jak na razie cieszę się chwilami, które mi pozostały zanim zobaczę wielką żelazną bramę. Za nią okazały dom, wypełniony cierpieniem i żalem pracujących w nim ludzi. Ja nigdy nie czułam się w nim dobrze. Mimo tego, że jedyną krzywdą jaka mnie w nim spotkała było zepchnięcie ze schodów. Nie, nie przez rodziców, a przez religijną opiekunkę, która po nazwaniu mnie ‘czarcim pomiotem’ cisnęła mną w dół schodów prowadzących na parter. Było oczywiste, że przeżyję, nikt w to nie wątpił, jednak opiekunka została zjedzona, znaczy zwolniona.
Mijałam kolejne sklepy bez większych emocji. Piekarnia, obuwniczy, butik… Aż nagle stanęła przede mną kobieta, ale nie byle jaka, bo moja wychowawczyni.
- Kogo ja tu widzę?! Tak dawno nie zawitałaś do szkoły, że zapomniałam jak wyglądasz. Dzwoniłam do twoich rodziców więcej razy w ciągu dwóch miesięcy niż do swojego dziecka przez rok. Czy oni w ogóle wiedzą co robisz, gdy nie ma cię w szkole i dlaczego cię nie pilnują. Niszczysz sobie przyszłość, wiesz o tym?
Patrzyłam na nią jak na nienormalną. Moi rodzice nigdy nie przywiązywali większej wagi do tego czy chodzę do szkoły, bo wiedzieli, że opanowałam już cały materiał i wiedziałam więcej niż wszyscy nauczyciele razem wzięci, nie ważne z jakiego zakresu.
- Hmm… A czy pani zdaje sobie sprawę z tego, że opanowałam już dawno cały materiał i nie mam ochoty uczyć się tego po raz kolejny, bo mnie to nudzi. Przyjdę na egzaminy, to mi wystarczy. Poza tym mam zaliczone wszystkie kartkówki i sprawdziany, czego nie można powiedzieć  o innych uczniach, którzy chodzą regularnie do szkoły. I do pani wiadomości nie jest pani moją matką, by prawić mi kazania na środku ulicy oraz nie pani sprawa gdzie i z kim spędzam mój wolny czas.
Patrzyła na mnie oszołomiona. Myślałam, że rozmowa została zakończona, ale pomyliłam się. Kiedy ją mijałam złapała mnie za nadgarstek. Wyszarpnęłam rękę i odwróciłam się w jaj stronę. Jej pucułowata twarz była cała czerwona i niebieskie oczy kipiały złością. Musiałam spojrzeć w dół, bo była ode mnie o głowę niższa, ale za to nadrabiała tuszą. Zapewne wyglądało to zabawnie. Wysoka dziewczyna o figurze modelki i okrągła, niska starsza pani kipiąca złością. Byleby tylko nikt nie pomyślał, że to moja matka.
- Nie będziesz się tak do mnie odzywać! Jestem pedagogiem i należy mi się szacunek! – Krzyczała, wszyscy przechodnie patrzyli na mnie z współczuciem. – Może i nie jestem twoją matką, ale mam prawo wiedzieć co robisz kiedy nie zaszczycasz nas swoją obecnością w szkole. Wydaje ci się, że wszystko możesz, bo jesteś córeczką bogatych rodziców, którzy nie radzą sobie widocznie z twoim wychowaniem albo są tak zaślepieni twoją urodą i sama nie wiem czym jeszcze. Nie ważne jaka jest przyczyna głupia dziewucho, żądam abyś chodziła do szkoły albo przyślę do twojego domu policję, bo jesteś objęta obowiązkiem szkolnictwa i nie obchodzi mnie to czy znasz już materiał czy nie. Masz siedzieć na lekcjach, możesz nawet nie słuchać, ale masz tam być. Bo nie mam zamiaru więcej słuchać o tym, że jestem nic nie warta, bo nie umiem sprowadzić do szkoły zwykłej uczennicy.
Zdziwiłam się, zwykle pani Hills nie krzyczała, a teraz była tak zła, że łzy napłynęły jej do oczu. Widocznie zbierała się żeby powiedzieć coś jeszcze, więc dałam jej dojść do słowa zanim coś powiedziałam.
- Jesteś potworem – wygarnęła mi – Potworem w czarnym ubraniu, o pięknej skórze i oblanym drogimi perfumami.
- Co?! – Wykrztusiłam.
Patrzyłam na nią coraz bardziej wściekła. Czułam, że tracę nad sobą panowanie. Zacisnęłam ręce w pięści.
- Dobrze słyszałaś, jesteś najgorszym dzieckiem z jakim miałam do czynienia. Jesteś potworem. Sprawia Ci przyjemność krzywdzenie innych…
Przerwała, bo rzuciłam się na nią i przygwoździłam do muru. Byłam silniejsza niż jakikolwiek człowiek, więc nie udało jej się uwolnić. Spojrzałam jej głęboko w oczy, normalnie odwróciłaby wzrok, ale nie pozwoliłam jej na to.
- Jestem potworem, tak?! Nie znasz mnie, nie wiesz kim jestem i do czego jestem zdolna. Nie życzę sobie żeby mówiła pani do mnie takim tonem i obrażała mnie lub moich rodziców. Są rzeczy o których nie ma pani zielonego pojęcia i z całym szacunkiem, ale nic mnie nie obchodzi to czy wyrzucą panią z pracy z mojego powodu czy nie. - Wykrzyczałam gniewnie.
Zmieniłam ton i dodałam z nutką ironii.
- A teraz niech zabierze pani ten swój okrągły tyłek i wróci do domku zrobić obiadek swojemu świętemu synusiowi, który pali za szkołą i zachowuje się gorzej niż nie jeden łobuz. Żegnam – Odwróciłam się na pięcie i nie oglądając się pomaszerowałam na spotkanie z rodzicami.
Byłam wściekła jak nigdy dotąd. Gdybym mogła oderwałabym jej łeb. Nie miała pojęcia kim byłam i nie miała prawa się o tym dowiedzieć, ale nie raz wyobrażałam sobie jej twarz wykrzywioną strachem na mój widok po tym jak wyjawiam jej prawdę. To było złe, ale każda taka myśl strasznie mnie cieszyła.
Teraz biegłam, bo chciałam jak najszybciej opuścić centrum. Nie miałam zamiaru spotkać już nikogo znajomego. Zwolniłam dopiero na drodze prowadzącej do mojego domu. Cieszyłam się ostatnimi minutami wolności. Jak zwykle byłam spóźniona. Tylko raz nie przyszłam na spotkanie, kiedy ojca nie było w domu. Nie musiałam wtedy przychodzić…
Pchnęłam żelazną bramę jak gdyby była leciutka jak piórko. Stanęłam patrząc na olbrzymi dworek z wieloma zdobieniami. Zawsze uważałam, że był on przesadzony, tym bardziej, że matka malowała go na biało raz na dwa miesiące, a gdy dużo padało to nawet częściej, tylko dlatego by zawsze wyglądał schludnie i czysto. Prawie nikt nas nie odwiedzał, więc moim zdaniem było to zbędne. Pewnie robiła to z braku zajęć, bo całymi dniami siedziała w domu i jej jedynym zadaniem było codziennie rano przygotować „śniadanie” dla mnie. Wymyślała sobie przeróżne zajęcia, często zbędę, ale zawsze realizowała się w tym co robiła, więc mi to nie przeszkadzało.
Kiedy znalazłam się w środku wszyscy byli lekko zirytowani moim spóźnieniem, ale myślę, że się już przyzwyczaili. Usiadłam na fotelu, wzięłam butelkę whisky i położyłam nogi na drogim stoliku pociągając łyk alkoholu.
- Rozmawialiśmy o tym panno „mam was gdzieś” – Powiedziała mama spokojnie. – Nadal się rozwijasz nie możesz…
- Taaa, rozwijam się już od stuleci. – przerwałam jej - Ja mogę wszystko. – dodałam.
- Nie mów do matki takim tonem. – warknął ojciec.
Spotulniałam.
- Dobra, ponieważ cię nie było powtórzę tylko jedną wiadomość. Wyprowadzamy się. – powiedziała mama.
- Ok. – Mruknęłam i pociągnęłam łyk alkoholu.
- Nie pij tego! – Wrzasnął ojciec.
Wypuściłam butelkę z rąk w tej samej chwili, kiedy to powiedział. Butelka upadła i cały alkohol wylał się na perski dywan. Mogłam ją złapać, oczywiście, ale nie chciałam. I tak się wyprowadzamy. Po sekundzie pojawiła się służąca. Miała ze sobą wiadro z wodą, gąbkę i jakiś środek czyszczący. Była to starsza kobieta. Widać było, że nie jest zbyt zdrowa. Podeszła do plamy i uklęknęła powoli. Za każdym razem gdy się bardziej przychyliła wydawała z siebie cichy jęk. Wstałam i uklękłam koło niej. Spojrzała na mnie z przerażeniem. Uśmiechnęłam się lekko nie pokazując zębów. Rozluźniła się trochę. Wzięłam od niej gąbkę i powiedziałam.
- Niech pani idzie i odpocznie. – Mówiłam do niej bardzo spokojnie. – Ja posprzątam. Niech się pani o nic nie martwi.
Spojrzała na mnie swoimi zmęczonymi oczami. Przypominała mi babce, której nigdy nie miałam.
- Naprawdę, panienko, nie trzeba. Dam sobie radę. – Powiedziała patrząc na moich rodziców, którzy obserwowali cale zajście z dziwnymi wyrazami twarzy.
- Już się pani dzisiaj dość napracowała. Ja nabrudziłam i ja to posprzątam. Naprawdę nic się nie stanie jak odpocznie sobie pani przez jedno popołudnie.
Uśmiechnęła się lekko do mnie i spojrzała na moich rodziców. Kątem oka zobaczyłam jak kiwają do niej znacząco głową. Wiedziałam o co chodzi. Nie mogła opuścić stanowiska pracy. Nie pozwalali jej.
Wstałam trzymając gąbkę w ręce by nie zaczęła szorować.
- Niech pani mi da rękę. Zaprowadzę panią do pokoju.
Pokiwała przecząco głową.
- Proszę się nic nie przejmować tymi złymi ludźmi za mną. Nic pani nie zrobią, bo na to nie pozwolę, a pani się przyda trochę odpoczynku.
Spojrzałam na rodziców ze złością. Teraz ich twarze przyodziały maski. Nie lubiłam gdy tak wyglądali, bo nigdy nie widziałam co zamierzają.
Ponownie wyciągnęłam rękę do służącej. Tym razem skorzystała z mojej pomocy. Posadziłam ją na miękkim fotelu.
- Proszę chwilę poczekać, zmyje tylko alkohol żeby nie wysechł i zaprowadzę panią do pani pokoju. – powiedziałam serdecznie.
- Dziękuję, panienko, ale myślę, że dam rade sama tam dotrzeć. – próbowała sie podnieść, ale ja powstrzymałam.
Szybko zmyłam plamę i odstawiłam wiadro i detergent na bok. Pomogłam wstać staruszce i podałam jaj moje ramię do pomocy. Ledwo szła. Widocznie dręczyło ją wiele dolegliwości. Wyglądała na bardzo słabą. Niewiadomo dlaczego wzbudzała we mnie dobre uczucia i mi się to podobało. Lubiłam czuć się bardziej ludzka. Lubiłam czuć się dobra i potrzebna.
Kiedy podchodziliśmy pod drzwi prowadzące do piwnicy gdzie znajdowały się pokoje służby staruszka odezwała się.
- Dziękuję, kochanie, myliłam sie co do ciebie. Ty jesteś dobra nie zagłuszaj tego i nie pozwól by ktoś ci wmówił, że jest inaczej tylko dlatego, że jesteś jaka jesteś. Nie zagłuszaj dobroci będącej w tobie. – Uśmiechnęła się życzliwie.
Wzruszyłam się. Po raz pierwszy w życiu się wzruszyłam.
- Dziękuję. – Powiedziałam. – Wiele dla mnie znaczą te słowa.
Otworzyłam drzwi do piwnicy, powiało od nich chłodem. Schody na dół były bardzo wąskie i strome. Poradziłam kobiecie by oparła się na mnie, tak, że przejęłam cały jej ciężar. Prawie podniosłam ją nad ziemię. Zeszłyśmy powoli, ale bezpiecznie. Łatwiej byłoby gdybym wzięła staruszkę na ręce, ale nie chciałam dostarczać jej dodatkowego stresu.
Na dole było bardzo zimno. Nie odczułam tego, ale zauważyłam parę wydobywającą się z ust staruszki i to, że zaczęła lekko drżeć. Nie wiedziałam, że służący mieszkają w takich warunkach. Nigdy o tym nie myślałam. Zawsze byli w domu, ale nie obchodziło mnie co robią gdy ich nie widać. Szłyśmy teraz wąskim korytarzem. Po obu stronach były drzwi. Służąca powiedziała, że jaj pokój jest na samym końcu. Tam więc ją podprowadziłam. Otworzyłam drzwi, które zaskrzypiały przeraźliwie. Wewnątrz pomieszczenia było chyba jeszcze zimniej niż na korytarzu. Ściany były tylko z cementu, a meble ograniczały sie do małego, wąskiego łóżka polowego, krzesła, stołu i szafki nocnej, na której stał stary wazon ze zniszczonymi, starymi, plastikowymi kwiatami. Pokój był mniejszy dwa razy od mojej łazienki i nie zliczę ile razy od pokoju. Nie wiem jak można mieszkać w takich warunkach, nie, nie wiem jak pracodawca może pozwolić by pracownik mieszkał w takich warunkach. I wtedy to zrozumiałam, dla moich rodziców ludzie byli jedynie podwładnymi, służącymi, którzy robią wszystko dla nich i nie ważne czy to była sprzedawczyni, czy prezydent. Nie obchodziło ich życie ludzkie, ważni byli tylko oni.
Staruszka trzęsła się z zimna.  
- Ma pani tu jakiś koc? – Spytałam uprzejmie.
Służąca podała mi coś co z całą pewnością nie wyglądało jak koc. Był to cienki materiał nie chroniący przed z zimnem w dodatku miał wyjedzone przez mole dziury. Posadziłam kobietę na łóżku, zdjęłam z siebie gruby, czarny sweter, który nosiłam dla niepoznaki, bo tak naprawdę nigdy nie odczuwałam zimna i opatuliłam go nim. Spojrzała na mnie z wyraźną ulgą.
- Dziękuję. – szepnęła.
- Niech pani poczeka chwilę. Zaraz wrócę. Obiecuję. Proszę odpocząć.
Biegiem wróciłam na piętro, a potem przeszłam do mojego pokoju. Zdjęłam z niego kołdrę, która była bardzo gruba i ciepła. Miałam ją dlatego, że miło się do niej przytulało. Zabrałam też dwie obleczone takim samym jedwabiem poduszki. Wybrałam ten największe i najmiększe. Gdyby nie pasowały staruszce zawsze mogłabym wróć i przynieść mniejsze. Zbiegłam po schodach obładowana pościelą. Prawie wpadłam do pokoju służącej. Rzuciłam wszystko na łóżko i rozejrzałam się niepewnie. Mój sweter leżał na podłodze, ale staruszki nie było w pokoju. Podniosłam ubranie z ziemi. Powąchałam je. Pachniało moimi perfumami, moim słodkim zapachem i zapachami staruszki. Pachniała lawendą, ale jedna rzecz mnie niepokoiła. Na swetrze wyczułam krew. Krew staruszki. Nie było jej dużo. Kropla może dwie.
Wybiegłam z pokoju. Wchodziłam do każdego pomieszczenia dla służby jakie znajdowało się w piwnicy. W żadnym nikogo nie było, a kolejne pokoje były coraz zimniejsze i bardziej odrażające. Jak można pozwolić na mieszkanie w takich warunkach? W ostatnim pokoju jak otworzyłam znalazłam dziewczynkę, która na mój widok wcisnęła się w róg łóżka. Na moje oko miała około ośmiu lat. Podeszłam do niej powoli. Jej twarz wykrzywił strach. Uśmiechnęłam się lekko celem uspokojenia jej.
- Cześć – powiedziałam – Nazywam się Anna, a ty?
Rozluźniała się trochę.
- Ja jestem Emma. Ty jesteś córką tych strasznych państwa? – Przytaknęłam – Nigdy cię tu nie widziałam.
Miała bardzo dziecinny miły dla ucha głos. Chciałabym mieć taką siostrę.
- A moich rodziców widziałaś? – Spytałam spokojnie.
Spojrzała na mnie swoimi wielkimi niebieskimi oczami, które w tej chwili wypełniał ból i rozpacz.
- Tak, ale kiedy tu przychodzą to wiele ludzi płacze. – szepnęła.
Wiele ludzi płacze? O co może w tym chodzić.
- Jak to płacze? Byli już tu dzisiaj? – Wiele pytań cisnęło mi się na usta. Intuicja podpowiadała mi, że tylko ta mała dziewczynka może mi na nie odpowiedzieć.
- Oni niosą za sobą śmierć. – Pojedyncza łza spłynęła po jej bladym policzku. – Mamusia zawsze mówiła, żeby się chować gdy słyszę jak nadchodzą. Problem w tym, że tego nie słychać. Byli tutaj przed chwilą. – Zakończyła.
BOŻE…
- Po co tu byli?
- Zabrali miłą starszą  panią… - Nie zdążyła dokończyć jak wybiegłam z pokoju.
Biegałam po całym domu szukając rodziców. Nawet gdy czułam ich zapach lub staruszki to urywał się on w martwych punktach. Pytałam nawet służących, bo z doświadczenia wiem, że widzą oni wszystko. Kto niby donosił rodzicom o moich wszystkich wybrykach, które popełniłam w tym domu.
W końcu ich znalazłam, siedzieli w swojej sypiali widocznie rozbawieni. Było tak jakby siedzieli tak przez cały czas jak ich szukałam. Problem jednak w tym, że sprawdzałam ten pokój trzy razy zanim ich w nim zastałam.
Wpadłam jak burza i uderzyłam matkę w policzek z taką siłą, że człowiek miałby niejedną kość złamaną o ile jego głowa trzymałaby się wciąż na szyi. Spojrzała na mnie oszołomiona, natomiast ojciec był coraz bardziej czerwony ze złości.
- Co jej zrobiliście!? – Krzyknęłam.
Udawali, że nie wiedzą o co chodzi. Spojrzałam na nich z nieukrywanym obrzydzeniem. Chciałam im wygarnąć, wygarnąć im wszystko, a ja zawsze spełniałam moje zachcianki.
- Musieliście jej coś zrobić. Dlaczego nasza służba mieszka w takich warunkach…
- Bo to służba – Przerwała mi mama.
- Nie przerywaj mi! – Wrzasnęłam. – To nie humanitarne, żeby ludzie mieszkali w takich warunkach. Nie rozumiecie tego? To nie są tylko służący, to też żywe istoty tak jak wy czy ja. Wyszłam tylko na chwilę. Nie możliwe żeby schorowana kobieta zniknęła od tak. Nienawidzę was! Nienawidzę! – z oczu popłynęły mi słone łzy. – Niszczycie mi życie odkąd tylko się urodziłam. Nienawidzę tego kim jestem i tego kim być nie mogę. Po cholerę mi drogie ciuchy, sprzęty elektroniczne i wszystko czego zapragnę skoro nie mogę być szczęśliwa. Wy macie siebie, wasze ograniczające się do „ja”, „moje” myślenie. A ja? Nic nie mam. Nie mogę mieć nawet głupiego psa, bo będzie bał się was o ile nie mnie. Próbuję być dobra, ale wy mi zawsze w tym przeszkadzacie. To nie normalne. Jak możecie mówić, że mnie kochacie skoro ciągle mnie krzywdzicie. – Wybiegłam z pokoju trzaskając głośno drzwiami.
Na korytarzu spotkałam jednego z naszych kelnerów. Nie powinno go tu być. Z uwagi na to, że pracował dla nas krótko i był w moim wieku, może trochę starszy musiałam go pouczyć, żeby rodzice mu nic nie zrobili.
- Kelner nie powinien przebywać na tym piętrze jeśli nie niesie posiłku. – Powiedziałam przez łzy.
- Przepraszam, jeśli uraziłem cię tym. Słyszałem krzyki i pomyślałem, że może się przydać moja pomoc. Bałem się.
Spojrzałam na niego. Miał duże bursztynowe oczy. Emanowało z niego dobro, które wydawać by się mogło, że się udzielało. Nie miałam siły ani go więcej pouczać, ani nawet cokolwiek mu odpowiedzieć. Podeszłam do niego i zrobiłam coś czego nigdy nie robiłam. Przytuliłam go. Odwzajemnił uściski. Był jak starszy brat. Jedną ręką pogłaskał mnie lekko po głowie i szepną.
- Wszystko będzie dobrze. – mówił spokojnie.
Wydawać by się mogło, że wcale nie bał się mojej bliskości. Większość naszych służących już dawno dostałaby zawału. Było mi dobrze. Wiedziałam, że przytulanie kelnera było bardzo niestosowane, ale w tej chwili było mi tak bardzo źle, że starałam się o tym nie myśleć. Nigdy nie myślałam, że zwykły uścisk może tak bardzo uspokoić.
Gładził mnie lekko po głowie jak przyjaciel. Czułam się bezpiecznie. Tak jak nigdy dotąd. Chciałam by ta chwila trwała wiecznie. Mimo, że nie znałam tego chłopaka i pewnie nigdy go już nie poznam, bo wyjeżdżamy. Musiałam jednak sie pozbierać. Nie mogłam pozwolić by rodzice znaleźli mnie w obcięciach tego brązowookiego chłopaka. Nie dlatego, że był kelnerem, ale dlatego, że był człowiekiem i wiedziałam, że to może być dla niego niebezpieczne.
Z niechęcią oderwałam się od niego. Spojrzałam mu w oczy i uśmiechnęłam się lekko.
- Dziękuję. – Powiedziałam cicho. – Bardzo tego potrzebowałam w tej chwili.
Odwzajemnił uśmiech. Mogłoby się wydawać, że było to dla niego równie przyjemne.
- Do usług – zaśmiał się.
I wtedy zrobił coś co mnie zdziwiło. Podniósł ostrożnie prawą rękę. Znieruchomiałam. Dotknął najpierw mojego lewego policzka i otarł mi łzy. Z drugim uczynił to samo. Potem opuścił rękę i powiedział.
- Jesteś za dobra i za ładna, żeby tak płakać. Czasami trzeba po prostu odpuścić. – Jego głos był kojący. – Nie martw się już będzie dobrze.
Uśmiechnęłam się w podziękowaniu i zdjęłam z mojej szyi łańcuszek. Chciałam mu jakoś podziękować za to, że jako jeden z nielicznych był dzisiaj dla mnie dobry. Na przywieszce była malutka podkowa. Dostałam ten wisiorek bardzo dawno temu od mojej byłej przyjaciółki. Gdy tylko rodzice ją poznali zrobili wszystko by wyprowadziła się z miasta. Od tamtej pory nie miałam z nią żadnego kontaktu. Bardzo chciałam ją odnaleźć, ale teraz pewnie miała już własne dorosłe dzieci o ile nie wnuki…
Podniosłam jego dłoń, ułożyłam na niej łańcuszek i zacisnęłam ją.
- To dla ciebie, żebyś pamiętał mnie nie ważne gdzie będziesz. Dziękuję. – Pocałowałam go w policzek i odeszłam.
Stał jeszcze przez chwilę w milczeniu i patrzył jak wchodzę do swojego pokoju. Ocknął się dopiero gdy zamknęłam głośno drzwi. Słyszałam ja zbiega z ogromnych schodów i wpada do kuchni. Był szczęśliwy.
Nie wiem dlaczego tak się przy nim zachowałam. Może to była chwilowa słabość. Nie ważne. Przynajmniej jedno z nas było teraz w dobrym humorze. Pomogła mi trochę ta scena na korytarzu. Poczułam się przez chwilę jak człowiek. Impulsywny, słaby i pragnący miłości człowiek. Pewnie nigdy nie zapomnę tej sceny, będzie mi przypominać o tym kim być nie mogę i z kim być nie mogę. 

_____________________________________________________________
W najbliższym czasie dodam kolejny rozdział. Mam nadzieję, że sie podobało. Wszelkie uwagi, prośby czy też opinie proszę zostawiać w komentarzach. Postaram się odpowiedzieć na wszystkie pytania. Dziękuję za uwagę. Pozdrowienia ze świata mroku. 

1 komentarz:

Każdy komentarz mile widziany. Krytyka tylko konstruktywna. Dziękuję...