Rozdział II
- Anna! Zbieraj się, wyjeżdżamy! – Ryknął ojciec.
Całą noc się pakowałam. Nie wychodziłam z pokoju i nie
miałam zamiaru rozmawiać z rodzicami. Kamerdyner zniósł wszystkie moje torby i
zapakował do jednego z samochodów. Jak zwykle matka zostawiła wszystkie meble.
„Stać nas na nowe – mówiła, gdy tłumaczyłam jej, że moje mi się podobają. –
Wymyślisz sobie jakiś inny wystrój!”. Nie było z nią dyskusji.
Droga dłużyła mi się przeraźliwie. Prze bite osiem
godzin nie odezwałam się ani słowem. Słuchałam muzyki z Ipod’a i udawałam, że
nie słyszę co do mnie mówią. Nie da się ukryć, że rodzice byli źli. Tym razem
przesadziłam. Wiedziałam o tym, ale jakoś mnie to nie ruszało. No nic, w
najgorszym wypadku nie dostanę jedzenia. Poradzę sobie jakoś.
Kiedy reszcie znaleźliśmy się na drodze prowadzącej do
„nowego” domu aż jęknęłam. Tym razem przesadzili, będziemy mieszkać ogromnym i
starym zamku. Chociaż raz chciałabym żeby kupili mieszkanie w bloku albo
normalny mały domek jednorodzinny. Tylko raz. Męczy mnie mieszkanie w takich
miejscach. Będę musiała to jakoś przeżyć. Tylko pięć lat, może mniej.
Dostałam jedną z komnat na jednej z czterech wierzy.
Było to dla mnie komfortowe, bo była ona najbardziej wyludniona. Dzięki tam
mogłam mieć spokój i nikomu nie będzie przeszkadzała moja obecność.
Od jutra musiałam iść do szkoły. Nie będę za długo tam
chodzić, bo pewnie mi się znudzi. Chce zobaczyć jacy są ludzie w nowym miejscu.
Postanowiłam, że zaraz po tym jak się rozpakuję i
przygotuję się do szkoły położę się spać. Nie spałam już od miesiąca i czułam
się trochę zmęczona. Trzeba przecież wyglądać dobrze pierwszego dnia w budzie.
***
Rano obudziłam
się tak, by zdążyć przygotować się szkoły. Zeszłam na dół w piżamie. Miałam
nadzieję, że mama przygotowała mi coś do „jedzenia”. W innym wypadku będę
musiała pójść do szkoły głodna, a to nie będzie najbezpieczniejsze.
Kiedy weszłam do kuchni ucieszyłam się, bo na stole
leżała duża szklanka pełna czerwonego płynu. Uśmiechnęłam się do siebie. Za
stołem siedziała mama. Wydawać by się mogło, że ma lepszy humor niż wczoraj.
Usiadłam i jednym łykiem wypiłam zawartość szklanki.
Uśmiechnęłam się do mamy.
- Wolałabym coś cieplejszego. – Powiedziałam.
Zaśmiała się.
Byłam najedzona i szczęśliwa. Szybko ubrałam się i
uczesałam. Nie potrzebowałam makijażu, bo moja skóra była nieskazitelna, usta
idealnego koloru, a rzęsy długie i czarne jak węgiel. Zabrałam torbę z
książkami i zeszłam z na dół.
- Nasz nowy kierowca cie zawiezie! – Krzyknęła mama z
kuchni.
Skrzywiłam się. Nie lubiłam gdy ludzie mnie
postrzegali jako kogoś innego nawet jeśli chodziło o to, że jestem bogata. Mimo
wszystko do szkoły było daleko i padało więc spacer odpadał.
Przed wejściem stała czarna limuzyna. Skrzywiłam się
znowu. Czy oni musieli mi tak utrudniać życie. Nie mógł wybrać innego auta.
Wsiadłam. Kierowca odsunął szybę udzielającą tylnie
siedzenia od przednich. Było to po to by prowadzący autem nie słyszał co odbywa
się z tyłu. Siedziałam na jednej z czterech kanap ułożonych w kwadrat.
- Dzień dobry. –Przywitał się kierowca. – Od dzisiaj
będę woził, panienkę do szkoły i gdziekolwiek sobie, panienka, zapragnie. –
Odwrócił się z uśmiechem na ustach.
Zdziwiło mnie bo kierowca był bardzo młody i
przystojny, wyglądał na takiego, który dopiero co zrobił prawo jazdy.
- Dzień dobry. – Mruknęłam.
Ruszyliśmy. Droga nie była trudna, ale długa. Zanim
wyjechaliśmy na asfalt jechaliśmy kilka minut przez las. Potem jeszcze kilka i
byliśmy na miejscu. Gdy tylko limuzyna wjechała na parking wszyscy wbili w nią
swój wzrok. ‘Boże – pomyślałam.’
Stanęliśmy. Czas zacząć zabawę.
- Dziękuję – szepnęłam wychodząc.
Stanęłam na ziemi. Podniosłam głowę, wypięłam pierś i
pewna siebie przeszłam przez parking na trawnik. Wszyscy na mnie patrzyli.
Uśmiechnęłam się lekko i poszłam dalej.
Szkoła wyglądała normalnie. Nic specjalnego. W środku
też mnie nic nie zaskoczyło. Jasne ściany, klasy oznaczone numerkami i
korytarze. To tyle. Nic więcej nie mogę o niej powiedzieć.
Znalazłam sekretariat. Zapukałam i weszłam z uprzejmym
uśmiechem. Dostosowałam ton głosu do okoliczności. Miał być miły i spokojny.
Jak na grzeczną dziewczynkę przystało.
- Dzień dobry.
– Powiedziałam.
Za biurkiem siedziała starsza pani z wrednym wyrazem
twarzy. Mała okulary w złotej oprawie i kiedy tylko przekroczyłam próg założyła
ja by mi się lepiej przyjrzeć.
- Ciebie nie znam. – Odezwała się. – Ty możesz być ta
nowa.
Zgoda mogę być „tą nową”.
- Zależy jak to pani rozumie. – Uśmiechnęłam się.
Coś czuję, że się nie dogadamy.
- Brakuje mi kilku papierów w twoich dokumentach.
Przekaż rodzicom, że muszą mi przynieść twój bilans zdrowia i opinię z dawnej
szkoły. – Mówiła z dziwną miną. Jakbym jej w czymś przeszkadzała. – Tu masz
wszystkie zgody jakie muszą podpisać, plan lekcji i regulamin. – Pogrzebała
chwilę w biurku i podała mi kilka kartek.
Odebrałam od niej papiery z uśmiechem.
- Czy mogę już iść? – Spytałam uprzejmie.
Wyrwałam ją z chwilowego zamyślenia i tylko machnęła
ręką, więc uznałam to za odpowiedź twierdzącą i wyszłam po cichu.
Na korytarzu podeszłam do największej grupy chłopców
celem spytania się o sale numer 3 gdzie miałam mieć pierwszą lekcję. Przybrałam
najpiękniejszy z moich uśmiechów.
- Przepraszam, czy któryś z was mógłby pokazać mi
gdzie jest klasa numer 3? Zaje się, że mam tam fizykę. – Powiedziałam bez
zająknienia.
Odezwał się najwyższy z chłopaków. Pewnie uważał się
za przystojnego. Miał jasne krótkie włosy pociągłą twarz i naprawdę nie było w
nim nic specjalnego co odróżniało go i innych chłopców.
- A co będę z tego miał?
Z pewnością myślał, że mnie zawstydzi.
- Satysfakcję z pomocy, a jeśli się postarasz dorzucę
do tego podziękowanie. – Uśmiechnęłam się uprzejmie.
Zaczerwienił się i zamilkł. Reszta jego kolegów
wybuchnęła śmiechem. Ktoś dotkną moich pleców i chrząkną niecierpliwie.
Odwróciłam się powoli. Zobaczyłam chłopaka wysokiego ciemnymi oczami i włosami.
Jego fryzura była niedbała, ale mu to służyło. Patrzył na mnie dziwnym
wzrokiem. Mimo to uśmiechnęłam się szerzej pokazując zęby. Skrzywił się
wyraźnie i teraz patrzył na mnie z niechęcią.
- Tak? – spytałam.
- Sala numer trzy jest na samym dole. Trafisz na
pewno, głupia nie jesteś.
Patrzyłam na niego zdziwiona. Kiedy odchodziłam
usłyszałam jak szepcze „Polowanie sobie w szkole urządzają. Do czego to
doszło?”. Odwróciłam się, by jeszcze raz na niego spojrzeć. Wyglądał normalnie,
ale w jego oczach było coś niezwykłego, można by powiedzieć magicznego.
Byłam w połowie drogi do klasy, gdy dogonił mnie jeden
z chłopaków z grupki, którą zaczepiłam. Gdy go pierwszy raz widziałam stał z
tyłu i raczej nie starał sie wychylać. Teraz miał zaczerwienione policzki i
lekką zadyszkę.
- Cześć. – Jego głos wyrwał mnie z zamyślenia. –
Przepraszam, że cię gonię. Pewnie masz mnie za psychola? – Spytał niepewnie.
- Pewnie tak. – Odpowiedziałam łapiąc ostatnie myśli o
tym dziwnym chłopaku. Jak dużo wiedział?
- Po prostu też mam lekcje w trójce i pomyślałem, że
dotrzymam ci towarzystwa w drodze pod klasę. Jestem Romek. – wyciągnął rękę by
sie przywitać.
Podałam mu moja rękę niepewnie. Nie wiedziałam jak
zareaguje na ich niską temperaturę.
- Anna. – powiedziałam krótko.
Spojrzał na mnie nie wypuszczając mojej ręki z
uścisku. Miał zielone oczy.
- Jakie ty masz lodowate ręce. Nie zimno ci?! Może
chcesz moją bluzę?
W tej samej chwili przeszedł koło nas ten sam niemiły
chłopak i gdy usłyszał to co mówi Romek prychną.
- Nie, wszystko jest dobrze. Naprawdę. –
zaczerwieniłam się lekko.
Niemiły chłopak odwrócił się jeszcze raz i gdy
zobaczył moje rumieńce zmarszczył czoło.
Włożyłam ręce do kieszeni jeansów i nie wyjmowałam ich
do póki nie dotarliśmy pod klasę. Dopiero gdy oparłam się o ścianę spojrzałam
na Romka i spytałam.
- Kim jest ten chłopak, który dość nie miło wskazał mi
drogę do klasy?
Zamyślił się chwilę.
- Spodobał ci się? – Spytał w zamyśleniu, ale potem
jakby sie ocknął i odpowiedział na moje pytanie. – To Marcin. Szkolny wyrzutek.
Z nikim się nie koleguje, nie rozmawia nawet. Wiele dziewczyn chciałoby się z
nim umówić, ale on nawet nie daje sie nikomu do siebie odezwać. Czuj się
zaszczycona, że tobie powiedział gdzie jest klasa, nie ważne w jaki sposób.
Hmm… Szkolny wyrzutek. To jak ja w mojej dawnej
szkole. Może miał coś wspólnego ze mną. Będę musiała chyba się tego dowiedzieć.
Kiedy zadzwonił dzwonek jak znikąd pojawił się
nauczyciel z dziennikiem. Wywnioskowałam już, że on traktuje swój przedmiot
bardzo poważnie i lubi przestrzegać zasad. Otworzył drzwi i kazał wchodzić jak
najszybciej, by nie tracić cennego czasu.
Kiedy wszyscy usiedli podeszłam do niego ze słodkim
uśmiechem na twarzy.
- Dzień dobry, nazywam się Anna Stone i…
- Tak, wiem ta nowa. – Przerwał mi nawet na mnie nie
patrząc. – Siadaj gdzie chcesz. Tylko mi nie przeszkadzaj! No już zaczynamy, bo
już i tak straciliśmy wiele czasu przez tę ślicznotkę. – Spojrzał na mnie z
pogardą.
Cała moja nowa klasa zwróciła na mnie swój wzrok i
uważnie mi się przyjrzała. Widziałam ja na ich twarzach maluje się zachwyt,
zazdrość i wiele innych emocji. Wybrałam jedyną wolną ławkę. Na samym końcu za
dwoma wysokimi i napakowanymi chłopakami. Prawie nie było mnie widać. Oparłam
się o ścianę i próbowałam skupić się na czymś ciekawym, bo lekcja tego
nauczyciela to takich nie należała.
Myślałam o tym co będzie jak wrócę do domu i czy
powiedzieć rodzicom o „uprzejmym” koledze.
Nagle drzwi się uchyliły i do klasy wszedł Marcin.
Rozejrzał sie po klasie i chyba mnie nie zauważył. Wcisnęłam się w róg sali.
- Marcin, kolejne spóźnienie w tym tygodniu. Co się z
tobą dzieje? – Krzyknął nauczyciel.
Chłopak podszedł do nauczyciela i szepnął mu coś do
ucha.
- No dobrze, siadaj. – wymamrotał fizyk lekko
oszołomiony.
Marcin odwrócił się do klasy i spojrzał na ławkę, w
której siedziałam. Podszedł szybkim krokiem i usiadł koło mnie wyraźnie zły.
- Ja tu siedzę. – powiedział.
Spojrzałam na niego z niedowierzaniem. Jak mógł mnie
tak nie lubić?
- Przepraszam, nie wiedziałam. – odparłam ze skruchą.
– Chyba nie będzie ci przeszkadzać gdy się dosiądę, nie ma innych wolnych
miejsc.
Próbowałam tonem głosu i wyrazem twarzy wzbudzić jego
sympatię.
- Owszem, będzie! – W jego głosie było tyle jadu, że
aż mnie to rozwścieczyło. Nie dobrze się działo gdy byłam zła.
- Oh, jakoś będziesz musiał to przeżyć. – rzuciłam
prze zaciśnięte zęby.
- Lepiej byłoby gdybyś wybrała inne miejsce.
Spojrzałam na niego ze złością. Jeszcze nigdy nikt mi
niczego nie odmówił. To było coś nowego, to było wyzwanie!
- Oj, daj spokój przecież nie ugryzę. – rzuciłam od
niechcenia.
Spojrzał na mnie zdumiony.
- Do prawdy? – spytał bez przekonania.
Musiałam mieć strasznie dziwną minę, bo przez ułamek
sekundy straciłam panowanie nad emocjami. Poprawiłam sie, gdy tylko zauważyłam
to niedociągnięcie.
- Co jeszcze nikt ci nie odpowiedział „nie” – spytał
drwiąco. – Myślisz, że ta szkoła będzie jak inne? Myślisz, że to miasto będzie
kolejnym? O nie słońce, nie na mojej warcie! – zakończył.
- Jak śmiesz! – wykrzyknęłam.
Wszyscy wbili we mnie swój wzrok. Spłonęłam lekkim
rumieńcem.
- Co się stało panno Stone? – spytał wściekłym tonem
nauczyciel.
- Proszę wracać do lekcji – odparłam.
Wcisnęłam się w róg sali i wściekła obserwowałam pełną
satysfakcji minę Marcina. Wbijałam paznokcie w dłonie by się uspokoić, ale nie
pomagało. Miałam ochotę coś rozwalić. Zaraz urwę głowy wszystkim będącym w tej
klacie! Zaczynając od fizyka, a na Marcinie kończąc. Wyjęłam z kieszeni telefon
i wybrałam jedyny numer pod, który chciałam teraz zadzwonić. Przyłożyłam
komórkę do ucha i usłyszałam znajomy głos.
- Anna?! – Był lekko zaniepokojony.
- Możesz przyjechać, proszę. – Patrzyłam na Marcina,
który nawet nie udawał, że nie podsłuchuje.
- Coś się stało?
- Potrzebuję cię! – powiedziałam i rozłączyłam się.
Wiedziałam, że już za chwilę tu będzie. Pragnęłam by
tak się stało. Odliczałam długie minuty do dzwonka. Coraz bardziej chciałam się
wyrwać z tej zatłoczonej, dusznej klasy. Chciałam go zobaczyć po tak długim
czasie. Chciałam mu opowiedzieć o całym moim życiu, o rodzicach, domu, szkole,
przeprowadzkach i Marcinie. To właśnie ten niemiły chłopak był powodem mojego
telefonu. Gdyby nie on, nie zadzwoniłabym. Nie przeszkadzałabym mu, ale
musiałam.
Gdy zadzwonił dzwonek byłam już spokojna. Z uśmiecham
na ustach spakowałam moje rzeczy i wyszłam na korytarz. Nie myliłam się. Był
tam, stał oparty o ścianę i wpatrywał się tylko we mnie. Jak zwykle wyglądał
świetnie. Ciemne jeansy, koszulka i skórzana kurtka. Był jak młody bóg. Gdy go
zobaczyłam nie wybiegłam jak szalona tylko dlatego, że chciałam żeby go wszyscy
zobaczyli, żaby zobaczył go Marcin.
Rzuciłam mu się na szyję, a on wziął mnie w objęcia,
podniósł i obrócił się kilka razy cały czas mnie trzymając. Nie wypuścił mnie
ze swoich ramion nawet, gdy postawił mnie już na ziemi.
- Tak się stęskniłam! – wykrzyknęłam.
- Przybyłem najszybciej jak mogłem. Coś się stało? –
Był wyraźnie zaniepokojony. Kochał mnie i zawsze się o mnie martwił nie ważne
gdzie akurat sie znajdował.
- Stęskniłam się. – Byłam tak szczęśliwa. – I w sumie
coś się stało, coś o czym nie mogę powiedzieć rodzicom.
Pocałował mnie w czoło, wszyscy patrzyli jak zaklęci.
Marcin też. Jednak po chwili się opamiętał. Przeszedł koło nas mamrocząc pod
nosem „Już mamy dwa potwory. Jeszcze trochę…”
- Opowiedz mi. - poprosił
Obią mnie ramieniem i zaczęliśmy iść korytarzem. Byłam
taka szczęśliwa, że nie miała teraz ani siły, ani ochoty psuć tego magicznego
momentu.
- Później. – obiecałam. – Nie psujmy tego. Tak dawno
cię nie widziałam. Opowiedz mi co u ciebie.
Wziął głęboki oddech i przycisnął mnie mocniej do
siebie.
- Byłem w wielu miejscach, wiele miejsc zwiedziłem,
ale tylko bycie z tobą, przy tobie daje mi pełnie szczęścia. Przywiozłem ci
prezent.
Wyjął z kieszeni niewielkie pudełeczko, otworzył je i
moim oczom ukazała się przepiękna platynowa obrączka. Po wewnętrznej stronie
miała wygrawerowany, ozdobny napis „Za Tobą w ogień”.
- Jest wspaniała. – krzyknęłam i klasnęłam w dłonie.
Pocałowałam go lekko w policzek.
- Tak właśnie myślałem, że ci się spodoba. Wykonana na
zamówienie, jedyna w swoim rodzaju, tak ja ty. Ale by ja zdobyć musisz mnie
złapać! – Krzyknął rzucił się biegiem przez korytarz.
Moglibyśmy gonić się przez wieczność, mimo że w
ludzkim tempie. W końcu go złapałam. Ceremonialnie założył mi podarunek na
palec. Obrączka pasowała idealnie. Tym razem to on pocałował mnie w policzek.
Zdjęłam na chwilę obrączkę, by przyjrzeć się grawerom. Dopiero teraz
zobaczyłam, że ma po wewnętrznej stronie wtopiony jeden krwistoczerwony kamień,
podobny do rubinu. Uśmiechnęłam się do siebie.
- Dziękuję! Już nigdy jej nie zdejmę.
Pokiwał głową z zadowoleniem.
- Może masz ochotę na małą przerwę w lekcjach? –
spytał obejmując mnie ramieniem.
- Ależ naturalnie. Tylko muszę załatwić coś z
nauczycielami.
Poszliśmy do nauczycielki, z którą miałam mieć koleją
lekcję. Okazało się, że jest ona także moją wychowawczynią.
- Dzień dobry. – Powiedziałam uprzejmie.
Nauczycielka spojrzała na mnie, a potem przeniosła
wzrok na obejmującego mnie Dawida.
- Anno – zwróciła się do mnie wciąż patrząc na
chłopaka przy mnie. – ponieważ jesteś nowa powiem ci, że nie wolno wprowadzać
do szkoły obcych osób.
- On nie jest obcy. – spojrzałam jej głęboko w oczy.
- No dobrze. – powiedziała lekko oszołomiona. –
Dzisiaj jest ognisko klasowe, możesz wpaść. – wytłumaczyła mi jak dotrzeć do
miejsca, gdzie się wszyscy spotykają.
- Jasne. Ja teraz muszę iść, bo idę do lekarza po
bilans i nie będzie mnie do końca lekcji. Nie robi to problemu, prawda? –
powiedziałam.
Nauczycielka zamrugała kilka razy i dała nam znak
ręką, że możemy iść najwidoczniej nie mogła wyksztusić słowa.
Przechodząc korytarzem wszyscy się na nas gapili.
Niektórzy nawet nie wiedzieli, że robią to tak nachalnie. Nie ma się co dziwić
idealnie ubrany chłopak o czarnych włosach kontrastujących z bladą cerą i
ciemnymi oczami. Do tego był zabójczo przystojny. Wzbudzał pożądanie. Nie było
drugiego takiego na świcie.
Wiedziałam już co zrobię. Bez problemu znalazłam
Marcina na korytarzu. Kiedy go mijaliśmy powiedziałam głośno patrząc mu w oczy.
- Pójdę na to ognisko.
- Naprawdę?! – spytał Dawid z niedowierzaniem.
- Trzeba się integrować. – zakończyłam.
Wyszliśmy poza budynek szkoły.
Szłam w milczeniu obmyślając plan na dzisiejszy
wieczór. Byłam pewna, że Marcin przyjdzie. Jak zdążyłam zauważyć chciał
wszystkich chronić. Moim zadaniem było dowiedzieć się przed czym. Miałam zamiar
złapać go gdy tylko zostanie sam, co na pewno trudne nie będzie, bo on z nikim
nie rozmawia. Chciałam zaciągnąć go w jakieś miejsce gdzie będziemy mogli
spokojnie porozmawiać i wypytać go o wszystkie interesujące mnie informacje.
Byliśmy już w samochodzie, gdy Dawid wyrwał mnie z
zamyślenia.
- No to co się dzieje? – spytał wyraźnie zaciekawiony.
- Właśnie chodzi o to, że nie wiem.
- Jak nie wiesz? – był cierpliwy.
- Ktoś może odkryć sekret naszej rodziny, mój.
Pamiętasz tego chłopaka, który wyszedł z klasy i komentował cos o potworach? –
pokiwał twierdząco głową. – On o czymś wie. Martwi mnie, że może wiedzieć za
dużo. Nazwał mnie potworem, uznał, że urządzam sobie w szkole polowanie.
Odnosił się do mnie z nienawiścią… - Przerwałam.
Wpatrywałam się w przednią szybę, a Dawid patrzył na
mnie i coś analizował. Zapewne zastanawiał się co odpowiedzieć.
- Nic z tego nie rozumiem. – Przyznał.
- Sęk w tym, że ja też nie i to mnie martwi.
Wymyśliłam, że wyciągnę od niego wszystko na ognisku. Nie zniosę życia w niepewności.
Nie takiej. – Zakończyłam.
Przytulił mnie mocno do siebie jakby chciał mnie
ochronić przed wszystkimi niebezpieczeństwami tego świata. Jechaliśmy w
milczeniu. Każde z nas myślało jednak o tym samym. Wiedziałam, że Dawid nie
widział dawno rodziców i na pewno się stęsknił.
Byliśmy już prawie na posesji gdy nagle odezwał się.
- Pójdę z tobą!
Zamrugałam nerwowo.
- Co? – Wyksztusiłam lekko zdezorientowana.
- No na ognisko. Pójdę z tobą. – wyjaśnił. – Powiedz
mi tylko dlaczego nie możesz powiedzieć rodzicom?
Nie wiedziałam jak mam to powiedzieć. Próbowałam
ułożyć w mojej głowie słowa, by zabrzmiały logicznie, ale nie stawiały ich w
złym świetle. Tym czasem zbliżaliśmy się do garaży. Dawid patrzył na mnie
ponaglająco. No dobra, prosto z mostu.
- Bo go zabiją. – szepnęłam.
Nie chciałam, aby miał złe mniemanie o rodzicach. Ale
to była prawda. Na pewno by tak postąpili. Przypomniałam sobie o staruszce i
samotna łza spłynęła mi po policzku. Wszystko było nienormalne. Dlaczego
chciałam chronić Marcina? Intuicja podpowiadała mi, że tak trzeba, ale po co?
W domu Dawid przywitał się z rodzicami, porozmawiał
chwilę z nimi i wrócił do mnie. Te godziny dzielące nas od ogniska spędziliśmy
na dobrej zabawie i rozmowie. Ustaliliśmy, że Dawid będzie trzymał się w cieniu
tak by żaden uczestnik zabawy go nie zobaczył. W razie zagrożenia wyjdzie i mi
pomoże.
_________________________________________________________
Dziękuję za uwagę. Kolejne rozdziały w drodze... Komentarze i oceny bardzo mile widziane.
Pozdrowienia ze świata mroku...
świetne too ;)
OdpowiedzUsuńmasz talent ;p pozdrawiam .
ewaa-farnaa-ef.blogspot.com
Fajny rozdział.Chętnie przeczytam następny.
OdpowiedzUsuńzalukaj do mnie opowiadanie-1d-boys.blogspot.com
Kolejny rozdział jest już napisany, ale dodam go, gdy stworzę IV ^^
UsuńBędę wpadać tutaj częściej.
OdpowiedzUsuńNie ukrywam, że najbardziej zaintrygowała mnie postać Marcina.
Mnie zawsze tego typu postacie interesują, ale to nic. ;D
Zapraszam do siebie, jeśli masz czas :
http://ulicami-hamburga.blogspot.com/ oraz/ lub
http://soko-ni-wa-heiwa-ni-narimashou.blogspot.com/
I pozdrawiam.
Bardzo fajnie piszesz.
OdpowiedzUsuńI nie ukrywam, że intryguje mnie postać Marcina.
Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział :D
Zapraszam do siebie jeśli masz ochotę:
http://change-of-fate.blogspot.com/