sobota, 28 lipca 2012

Łowca; Rozdział II


Rozdział II

- Anna! Zbieraj się, wyjeżdżamy! – Ryknął ojciec.
Całą noc się pakowałam. Nie wychodziłam z pokoju i nie miałam zamiaru rozmawiać z rodzicami. Kamerdyner zniósł wszystkie moje torby i zapakował do jednego z samochodów. Jak zwykle matka zostawiła wszystkie meble. „Stać nas na nowe – mówiła, gdy tłumaczyłam jej, że moje mi się podobają. – Wymyślisz sobie jakiś inny wystrój!”. Nie było z nią dyskusji.
Droga dłużyła mi się przeraźliwie. Prze bite osiem godzin nie odezwałam się ani słowem. Słuchałam muzyki z Ipod’a i udawałam, że nie słyszę co do mnie mówią. Nie da się ukryć, że rodzice byli źli. Tym razem przesadziłam. Wiedziałam o tym, ale jakoś mnie to nie ruszało. No nic, w najgorszym wypadku nie dostanę jedzenia. Poradzę sobie jakoś.
Kiedy reszcie znaleźliśmy się na drodze prowadzącej do „nowego” domu aż jęknęłam. Tym razem przesadzili, będziemy mieszkać ogromnym i starym zamku. Chociaż raz chciałabym żeby kupili mieszkanie w bloku albo normalny mały domek jednorodzinny. Tylko raz. Męczy mnie mieszkanie w takich miejscach. Będę musiała to jakoś przeżyć. Tylko pięć lat, może mniej.
Dostałam jedną z komnat na jednej z czterech wierzy. Było to dla mnie komfortowe, bo była ona najbardziej wyludniona. Dzięki tam mogłam mieć spokój i nikomu nie będzie przeszkadzała moja obecność.
Od jutra musiałam iść do szkoły. Nie będę za długo tam chodzić, bo pewnie mi się znudzi. Chce zobaczyć jacy są ludzie w nowym miejscu.
Postanowiłam, że zaraz po tym jak się rozpakuję i przygotuję się do szkoły położę się spać. Nie spałam już od miesiąca i czułam się trochę zmęczona. Trzeba przecież wyglądać dobrze pierwszego dnia w budzie.

***

 Rano obudziłam się tak, by zdążyć przygotować się szkoły. Zeszłam na dół w piżamie. Miałam nadzieję, że mama przygotowała mi coś do „jedzenia”. W innym wypadku będę musiała pójść do szkoły głodna, a to nie będzie najbezpieczniejsze.
Kiedy weszłam do kuchni ucieszyłam się, bo na stole leżała duża szklanka pełna czerwonego płynu. Uśmiechnęłam się do siebie. Za stołem siedziała mama. Wydawać by się mogło, że ma lepszy humor niż wczoraj.
Usiadłam i jednym łykiem wypiłam zawartość szklanki. Uśmiechnęłam się do mamy.
- Wolałabym coś cieplejszego. – Powiedziałam.
Zaśmiała się.
Byłam najedzona i szczęśliwa. Szybko ubrałam się i uczesałam. Nie potrzebowałam makijażu, bo moja skóra była nieskazitelna, usta idealnego koloru, a rzęsy długie i czarne jak węgiel. Zabrałam torbę z książkami i zeszłam z na dół.
- Nasz nowy kierowca cie zawiezie! – Krzyknęła mama z kuchni.
Skrzywiłam się. Nie lubiłam gdy ludzie mnie postrzegali jako kogoś innego nawet jeśli chodziło o to, że jestem bogata. Mimo wszystko do szkoły było daleko i padało więc spacer odpadał.
Przed wejściem stała czarna limuzyna. Skrzywiłam się znowu. Czy oni musieli mi tak utrudniać życie. Nie mógł wybrać innego auta.
Wsiadłam. Kierowca odsunął szybę udzielającą tylnie siedzenia od przednich. Było to po to by prowadzący autem nie słyszał co odbywa się z tyłu. Siedziałam na jednej z czterech kanap ułożonych w kwadrat.
- Dzień dobry. –Przywitał się kierowca. – Od dzisiaj będę woził, panienkę do szkoły i gdziekolwiek sobie, panienka, zapragnie. – Odwrócił się z uśmiechem na ustach.
Zdziwiło mnie bo kierowca był bardzo młody i przystojny, wyglądał na takiego, który dopiero co zrobił prawo jazdy.
- Dzień dobry. – Mruknęłam.
Ruszyliśmy. Droga nie była trudna, ale długa. Zanim wyjechaliśmy na asfalt jechaliśmy kilka minut przez las. Potem jeszcze kilka i byliśmy na miejscu. Gdy tylko limuzyna wjechała na parking wszyscy wbili w nią swój wzrok. ‘Boże – pomyślałam.’
Stanęliśmy. Czas zacząć zabawę.
- Dziękuję – szepnęłam wychodząc.
Stanęłam na ziemi. Podniosłam głowę, wypięłam pierś i pewna siebie przeszłam przez parking na trawnik. Wszyscy na mnie patrzyli. Uśmiechnęłam się lekko i poszłam dalej.
Szkoła wyglądała normalnie. Nic specjalnego. W środku też mnie nic nie zaskoczyło. Jasne ściany, klasy oznaczone numerkami i korytarze. To tyle. Nic więcej nie mogę o niej powiedzieć.
Znalazłam sekretariat. Zapukałam i weszłam z uprzejmym uśmiechem. Dostosowałam ton głosu do okoliczności. Miał być miły i spokojny. Jak na grzeczną dziewczynkę przystało.
 - Dzień dobry. – Powiedziałam.
Za biurkiem siedziała starsza pani z wrednym wyrazem twarzy. Mała okulary w złotej oprawie i kiedy tylko przekroczyłam próg założyła ja by mi się lepiej przyjrzeć.
- Ciebie nie znam. – Odezwała się. – Ty możesz być ta nowa.
Zgoda mogę być „tą nową”.
- Zależy jak to pani rozumie. – Uśmiechnęłam się.
Coś czuję, że się nie dogadamy.
- Brakuje mi kilku papierów w twoich dokumentach. Przekaż rodzicom, że muszą mi przynieść twój bilans zdrowia i opinię z dawnej szkoły. – Mówiła z dziwną miną. Jakbym jej w czymś przeszkadzała. – Tu masz wszystkie zgody jakie muszą podpisać, plan lekcji i regulamin. – Pogrzebała chwilę w biurku i podała mi kilka kartek.
Odebrałam od niej papiery z uśmiechem.
- Czy mogę już iść? – Spytałam uprzejmie.
Wyrwałam ją z chwilowego zamyślenia i tylko machnęła ręką, więc uznałam to za odpowiedź twierdzącą i wyszłam po cichu.
Na korytarzu podeszłam do największej grupy chłopców celem spytania się o sale numer 3 gdzie miałam mieć pierwszą lekcję. Przybrałam najpiękniejszy z moich uśmiechów.
- Przepraszam, czy któryś z was mógłby pokazać mi gdzie jest klasa numer 3? Zaje się, że mam tam fizykę. – Powiedziałam bez zająknienia.
Odezwał się najwyższy z chłopaków. Pewnie uważał się za przystojnego. Miał jasne krótkie włosy pociągłą twarz i naprawdę nie było w nim nic specjalnego co odróżniało go i innych chłopców.
- A co będę z tego miał?
Z pewnością myślał, że mnie zawstydzi.
- Satysfakcję z pomocy, a jeśli się postarasz dorzucę do tego podziękowanie. – Uśmiechnęłam się uprzejmie.
Zaczerwienił się i zamilkł. Reszta jego kolegów wybuchnęła śmiechem. Ktoś dotkną moich pleców i chrząkną niecierpliwie. Odwróciłam się powoli. Zobaczyłam chłopaka wysokiego ciemnymi oczami i włosami. Jego fryzura była niedbała, ale mu to służyło. Patrzył na mnie dziwnym wzrokiem. Mimo to uśmiechnęłam się szerzej pokazując zęby. Skrzywił się wyraźnie i teraz patrzył na mnie z niechęcią.
- Tak? – spytałam.
- Sala numer trzy jest na samym dole. Trafisz na pewno, głupia nie jesteś.
Patrzyłam na niego zdziwiona. Kiedy odchodziłam usłyszałam jak szepcze „Polowanie sobie w szkole urządzają. Do czego to doszło?”. Odwróciłam się, by jeszcze raz na niego spojrzeć. Wyglądał normalnie, ale w jego oczach było coś niezwykłego, można by powiedzieć magicznego.
Byłam w połowie drogi do klasy, gdy dogonił mnie jeden z chłopaków z grupki, którą zaczepiłam. Gdy go pierwszy raz widziałam stał z tyłu i raczej nie starał sie wychylać. Teraz miał zaczerwienione policzki i lekką zadyszkę.
- Cześć. – Jego głos wyrwał mnie z zamyślenia. – Przepraszam, że cię gonię. Pewnie masz mnie za psychola? – Spytał niepewnie.
- Pewnie tak. – Odpowiedziałam łapiąc ostatnie myśli o tym dziwnym chłopaku. Jak dużo wiedział?
- Po prostu też mam lekcje w trójce i pomyślałem, że dotrzymam ci towarzystwa w drodze pod klasę. Jestem Romek. – wyciągnął rękę by sie przywitać.
Podałam mu moja rękę niepewnie. Nie wiedziałam jak zareaguje na ich niską temperaturę.
- Anna. – powiedziałam krótko.
Spojrzał na mnie nie wypuszczając mojej ręki z uścisku. Miał zielone oczy.
- Jakie ty masz lodowate ręce. Nie zimno ci?! Może chcesz moją bluzę?
W tej samej chwili przeszedł koło nas ten sam niemiły chłopak i gdy usłyszał to co mówi Romek prychną.
- Nie, wszystko jest dobrze. Naprawdę. – zaczerwieniłam się lekko.
Niemiły chłopak odwrócił się jeszcze raz i gdy zobaczył moje rumieńce zmarszczył czoło.
Włożyłam ręce do kieszeni jeansów i nie wyjmowałam ich do póki nie dotarliśmy pod klasę. Dopiero gdy oparłam się o ścianę spojrzałam na Romka i spytałam.
- Kim jest ten chłopak, który dość nie miło wskazał mi drogę do klasy?
Zamyślił się chwilę.
- Spodobał ci się? – Spytał w zamyśleniu, ale potem jakby sie ocknął i odpowiedział na moje pytanie. – To Marcin. Szkolny wyrzutek. Z nikim się nie koleguje, nie rozmawia nawet. Wiele dziewczyn chciałoby się z nim umówić, ale on nawet nie daje sie nikomu do siebie odezwać. Czuj się zaszczycona, że tobie powiedział gdzie jest klasa, nie ważne w jaki sposób.
Hmm… Szkolny wyrzutek. To jak ja w mojej dawnej szkole. Może miał coś wspólnego ze mną. Będę musiała chyba się tego dowiedzieć.
Kiedy zadzwonił dzwonek jak znikąd pojawił się nauczyciel z dziennikiem. Wywnioskowałam już, że on traktuje swój przedmiot bardzo poważnie i lubi przestrzegać zasad. Otworzył drzwi i kazał wchodzić jak najszybciej, by nie tracić cennego czasu.
Kiedy wszyscy usiedli podeszłam do niego ze słodkim uśmiechem na twarzy.
- Dzień dobry, nazywam się Anna Stone i…
- Tak, wiem ta nowa. – Przerwał mi nawet na mnie nie patrząc. – Siadaj gdzie chcesz. Tylko mi nie przeszkadzaj! No już zaczynamy, bo już i tak straciliśmy wiele czasu przez tę ślicznotkę. – Spojrzał na mnie z pogardą.
Cała moja nowa klasa zwróciła na mnie swój wzrok i uważnie mi się przyjrzała. Widziałam ja na ich twarzach maluje się zachwyt, zazdrość i wiele innych emocji. Wybrałam jedyną wolną ławkę. Na samym końcu za dwoma wysokimi i napakowanymi chłopakami. Prawie nie było mnie widać. Oparłam się o ścianę i próbowałam skupić się na czymś ciekawym, bo lekcja tego nauczyciela to takich nie należała.
Myślałam o tym co będzie jak wrócę do domu i czy powiedzieć rodzicom o „uprzejmym” koledze.
Nagle drzwi się uchyliły i do klasy wszedł Marcin. Rozejrzał sie po klasie i chyba mnie nie zauważył. Wcisnęłam się w róg sali.
- Marcin, kolejne spóźnienie w tym tygodniu. Co się z tobą dzieje? – Krzyknął nauczyciel.
Chłopak podszedł do nauczyciela i szepnął mu coś do ucha.  
- No dobrze, siadaj. – wymamrotał fizyk lekko oszołomiony.
Marcin odwrócił się do klasy i spojrzał na ławkę, w której siedziałam. Podszedł szybkim krokiem i usiadł koło mnie wyraźnie zły.
- Ja tu siedzę. – powiedział.
Spojrzałam na niego z niedowierzaniem. Jak mógł mnie tak nie lubić?
- Przepraszam, nie wiedziałam. – odparłam ze skruchą. – Chyba nie będzie ci przeszkadzać gdy się dosiądę, nie ma innych wolnych miejsc.
Próbowałam tonem głosu i wyrazem twarzy wzbudzić jego sympatię.
- Owszem, będzie! – W jego głosie było tyle jadu, że aż mnie to rozwścieczyło. Nie dobrze się działo gdy byłam zła.
- Oh, jakoś będziesz musiał to przeżyć. – rzuciłam prze zaciśnięte zęby.
- Lepiej byłoby gdybyś wybrała inne miejsce.
Spojrzałam na niego ze złością. Jeszcze nigdy nikt mi niczego nie odmówił. To było coś nowego, to było wyzwanie!
- Oj, daj spokój przecież nie ugryzę. – rzuciłam od niechcenia.
Spojrzał na mnie zdumiony.
- Do prawdy? – spytał bez przekonania.
Musiałam mieć strasznie dziwną minę, bo przez ułamek sekundy straciłam panowanie nad emocjami. Poprawiłam sie, gdy tylko zauważyłam to niedociągnięcie.
- Co jeszcze nikt ci nie odpowiedział „nie” – spytał drwiąco. – Myślisz, że ta szkoła będzie jak inne? Myślisz, że to miasto będzie kolejnym? O nie słońce, nie na mojej warcie! – zakończył.
- Jak śmiesz! – wykrzyknęłam.
Wszyscy wbili we mnie swój wzrok. Spłonęłam lekkim rumieńcem.
- Co się stało panno Stone? – spytał wściekłym tonem nauczyciel.
- Proszę wracać do lekcji – odparłam.
Wcisnęłam się w róg sali i wściekła obserwowałam pełną satysfakcji minę Marcina. Wbijałam paznokcie w dłonie by się uspokoić, ale nie pomagało. Miałam ochotę coś rozwalić. Zaraz urwę głowy wszystkim będącym w tej klacie! Zaczynając od fizyka, a na Marcinie kończąc. Wyjęłam z kieszeni telefon i wybrałam jedyny numer pod, który chciałam teraz zadzwonić. Przyłożyłam komórkę do ucha i usłyszałam znajomy głos.
- Anna?! – Był lekko zaniepokojony.
- Możesz przyjechać, proszę. – Patrzyłam na Marcina, który nawet nie udawał, że nie podsłuchuje.
- Coś się stało?
- Potrzebuję cię! – powiedziałam i rozłączyłam się.
Wiedziałam, że już za chwilę tu będzie. Pragnęłam by tak się stało. Odliczałam długie minuty do dzwonka. Coraz bardziej chciałam się wyrwać z tej zatłoczonej, dusznej klasy. Chciałam go zobaczyć po tak długim czasie. Chciałam mu opowiedzieć o całym moim życiu, o rodzicach, domu, szkole, przeprowadzkach i Marcinie. To właśnie ten niemiły chłopak był powodem mojego telefonu. Gdyby nie on, nie zadzwoniłabym. Nie przeszkadzałabym mu, ale musiałam.
Gdy zadzwonił dzwonek byłam już spokojna. Z uśmiecham na ustach spakowałam moje rzeczy i wyszłam na korytarz. Nie myliłam się. Był tam, stał oparty o ścianę i wpatrywał się tylko we mnie. Jak zwykle wyglądał świetnie. Ciemne jeansy, koszulka i skórzana kurtka. Był jak młody bóg. Gdy go zobaczyłam nie wybiegłam jak szalona tylko dlatego, że chciałam żeby go wszyscy zobaczyli, żaby zobaczył go Marcin.
Rzuciłam mu się na szyję, a on wziął mnie w objęcia, podniósł i obrócił się kilka razy cały czas mnie trzymając. Nie wypuścił mnie ze swoich ramion nawet, gdy postawił mnie już na ziemi.
- Tak się stęskniłam! – wykrzyknęłam.
- Przybyłem najszybciej jak mogłem. Coś się stało? – Był wyraźnie zaniepokojony. Kochał mnie i zawsze się o mnie martwił nie ważne gdzie akurat sie znajdował.
- Stęskniłam się. – Byłam tak szczęśliwa. – I w sumie coś się stało, coś o czym nie mogę powiedzieć rodzicom.
Pocałował mnie w czoło, wszyscy patrzyli jak zaklęci. Marcin też. Jednak po chwili się opamiętał. Przeszedł koło nas mamrocząc pod nosem „Już mamy dwa potwory. Jeszcze trochę…”
- Opowiedz mi. - poprosił
Obią mnie ramieniem i zaczęliśmy iść korytarzem. Byłam taka szczęśliwa, że nie miała teraz ani siły, ani ochoty psuć tego magicznego momentu.
- Później. – obiecałam. – Nie psujmy tego. Tak dawno cię nie widziałam. Opowiedz mi co u ciebie.
Wziął głęboki oddech i przycisnął mnie mocniej do siebie.
- Byłem w wielu miejscach, wiele miejsc zwiedziłem, ale tylko bycie z tobą, przy tobie daje mi pełnie szczęścia. Przywiozłem ci prezent.
Wyjął z kieszeni niewielkie pudełeczko, otworzył je i moim oczom ukazała się przepiękna platynowa obrączka. Po wewnętrznej stronie miała wygrawerowany, ozdobny napis „Za Tobą w ogień”.
- Jest wspaniała. – krzyknęłam i klasnęłam w dłonie.
Pocałowałam go lekko w policzek.
- Tak właśnie myślałem, że ci się spodoba. Wykonana na zamówienie, jedyna w swoim rodzaju, tak ja ty. Ale by ja zdobyć musisz mnie złapać! – Krzyknął rzucił się biegiem przez korytarz.
Moglibyśmy gonić się przez wieczność, mimo że w ludzkim tempie. W końcu go złapałam. Ceremonialnie założył mi podarunek na palec. Obrączka pasowała idealnie. Tym razem to on pocałował mnie w policzek. Zdjęłam na chwilę obrączkę, by przyjrzeć się grawerom. Dopiero teraz zobaczyłam, że ma po wewnętrznej stronie wtopiony jeden krwistoczerwony kamień, podobny do rubinu. Uśmiechnęłam się do siebie.
- Dziękuję! Już nigdy jej nie zdejmę.
Pokiwał głową z zadowoleniem.
- Może masz ochotę na małą przerwę w lekcjach? – spytał obejmując mnie ramieniem.
- Ależ naturalnie. Tylko muszę załatwić coś z nauczycielami.
Poszliśmy do nauczycielki, z którą miałam mieć koleją lekcję. Okazało się, że jest ona także moją wychowawczynią.
- Dzień dobry. – Powiedziałam uprzejmie.
Nauczycielka spojrzała na mnie, a potem przeniosła wzrok na obejmującego mnie Dawida.
- Anno – zwróciła się do mnie wciąż patrząc na chłopaka przy mnie. – ponieważ jesteś nowa powiem ci, że nie wolno wprowadzać do szkoły obcych osób.
- On nie jest obcy. – spojrzałam jej głęboko w oczy.
- No dobrze. – powiedziała lekko oszołomiona. – Dzisiaj jest ognisko klasowe, możesz wpaść. – wytłumaczyła mi jak dotrzeć do miejsca, gdzie się wszyscy spotykają.
- Jasne. Ja teraz muszę iść, bo idę do lekarza po bilans i nie będzie mnie do końca lekcji. Nie robi to problemu, prawda? – powiedziałam.
Nauczycielka zamrugała kilka razy i dała nam znak ręką, że możemy iść najwidoczniej nie mogła wyksztusić słowa.
Przechodząc korytarzem wszyscy się na nas gapili. Niektórzy nawet nie wiedzieli, że robią to tak nachalnie. Nie ma się co dziwić idealnie ubrany chłopak o czarnych włosach kontrastujących z bladą cerą i ciemnymi oczami. Do tego był zabójczo przystojny. Wzbudzał pożądanie. Nie było drugiego takiego na świcie.
Wiedziałam już co zrobię. Bez problemu znalazłam Marcina na korytarzu. Kiedy go mijaliśmy powiedziałam głośno patrząc mu w oczy.
- Pójdę na to ognisko.
- Naprawdę?! – spytał Dawid z niedowierzaniem.
- Trzeba się integrować. – zakończyłam.
Wyszliśmy poza budynek szkoły.
Szłam w milczeniu obmyślając plan na dzisiejszy wieczór. Byłam pewna, że Marcin przyjdzie. Jak zdążyłam zauważyć chciał wszystkich chronić. Moim zadaniem było dowiedzieć się przed czym. Miałam zamiar złapać go gdy tylko zostanie sam, co na pewno trudne nie będzie, bo on z nikim nie rozmawia. Chciałam zaciągnąć go w jakieś miejsce gdzie będziemy mogli spokojnie porozmawiać i wypytać go o wszystkie interesujące mnie informacje.
Byliśmy już w samochodzie, gdy Dawid wyrwał mnie z zamyślenia.
- No to co się dzieje? – spytał wyraźnie zaciekawiony.
- Właśnie chodzi o to, że nie wiem.
- Jak nie wiesz? – był cierpliwy.
- Ktoś może odkryć sekret naszej rodziny, mój. Pamiętasz tego chłopaka, który wyszedł z klasy i komentował cos o potworach? – pokiwał twierdząco głową. – On o czymś wie. Martwi mnie, że może wiedzieć za dużo. Nazwał mnie potworem, uznał, że urządzam sobie w szkole polowanie. Odnosił się do mnie z nienawiścią… - Przerwałam.
Wpatrywałam się w przednią szybę, a Dawid patrzył na mnie i coś analizował. Zapewne zastanawiał się co odpowiedzieć.
- Nic z tego nie rozumiem. – Przyznał.
- Sęk w tym, że ja też nie i to mnie martwi. Wymyśliłam, że wyciągnę od niego wszystko na ognisku. Nie zniosę życia w niepewności. Nie takiej. – Zakończyłam.
Przytulił mnie mocno do siebie jakby chciał mnie ochronić przed wszystkimi niebezpieczeństwami tego świata. Jechaliśmy w milczeniu. Każde z nas myślało jednak o tym samym. Wiedziałam, że Dawid nie widział dawno rodziców i na pewno się stęsknił.
Byliśmy już prawie na posesji gdy nagle odezwał się.
- Pójdę z tobą!
Zamrugałam nerwowo.
- Co? – Wyksztusiłam lekko zdezorientowana.
- No na ognisko. Pójdę z tobą. – wyjaśnił. – Powiedz mi tylko dlaczego nie możesz powiedzieć rodzicom?
Nie wiedziałam jak mam to powiedzieć. Próbowałam ułożyć w mojej głowie słowa, by zabrzmiały logicznie, ale nie stawiały ich w złym świetle. Tym czasem zbliżaliśmy się do garaży. Dawid patrzył na mnie ponaglająco. No dobra, prosto z mostu.
- Bo go zabiją. – szepnęłam.
Nie chciałam, aby miał złe mniemanie o rodzicach. Ale to była prawda. Na pewno by tak postąpili. Przypomniałam sobie o staruszce i samotna łza spłynęła mi po policzku. Wszystko było nienormalne. Dlaczego chciałam chronić Marcina? Intuicja podpowiadała mi, że tak trzeba, ale po co?
W domu Dawid przywitał się z rodzicami, porozmawiał chwilę z nimi i wrócił do mnie. Te godziny dzielące nas od ogniska spędziliśmy na dobrej zabawie i rozmowie. Ustaliliśmy, że Dawid będzie trzymał się w cieniu tak by żaden uczestnik zabawy go nie zobaczył. W razie zagrożenia wyjdzie i mi pomoże. 


_________________________________________________________
Dziękuję za uwagę. Kolejne rozdziały w drodze... Komentarze i oceny bardzo mile widziane. 
Pozdrowienia ze świata mroku...

5 komentarzy:

  1. świetne too ;)
    masz talent ;p pozdrawiam .

    ewaa-farnaa-ef.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajny rozdział.Chętnie przeczytam następny.
    zalukaj do mnie opowiadanie-1d-boys.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolejny rozdział jest już napisany, ale dodam go, gdy stworzę IV ^^

      Usuń
  3. Będę wpadać tutaj częściej.
    Nie ukrywam, że najbardziej zaintrygowała mnie postać Marcina.
    Mnie zawsze tego typu postacie interesują, ale to nic. ;D
    Zapraszam do siebie, jeśli masz czas :
    http://ulicami-hamburga.blogspot.com/ oraz/ lub
    http://soko-ni-wa-heiwa-ni-narimashou.blogspot.com/
    I pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo fajnie piszesz.
    I nie ukrywam, że intryguje mnie postać Marcina.
    Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział :D
    Zapraszam do siebie jeśli masz ochotę:
    http://change-of-fate.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz mile widziany. Krytyka tylko konstruktywna. Dziękuję...